| Wywiad z Tomkiem Drabikiem z bumelant.com |
|
|
| Autor: kmh | |
| środa, 01 luty 2006 | |
Rozmowa
była z cyklu „Stary człowiek i morze”, czyli opowieści morskiego wilka
o żegludze po bezkresnym oceanie angielskojęzycznego internetu,
profesjonalizmie, prehistorii i różnicach pomiędzy polskim a zachodnim
światkiem komiksiarzy netowych. Pytania zadawał kmh.Bumelant w naszej bazie Bumelanta zacząłeś w październiku 2003 roku, jesteś więc jedną z
najdłużej działających w naszym półświatku osób, mógłbyś sobie
przypomnieć, a nam opowiedzieć jak wyglądała wówczas sytuacja z
polskimi komiksami internetowymi? Nawet ciężko było wtedy ten półświatek znaleźć, a na pewno nie było ludzi, którzy pisaliby o nim w jakiś uporządkowany sposób. Królowały wtedy blogi komiksowe takie jak Roar, Pvek czy Endo i naprawdę trudno było dotrzeć do czegokolwiek innego. Były to jedyne komiksy w sieci, które by ktoś mniej lub bardziej regularnie aktualizował. I Dziwne Tabletki, jestem prawie pewien, że już wtedy były. Przypominają mi się jeszcze jakieś takie nazwy jak Obstruktor czy Dress Life, ale nie dałbym sobie uciąć ręki czy wtedy już były w necie. Pamiętam, że gdy
zaczynałem Bumelanta miałem takie odczucie, iż robię jeden z pierwszych
netkomiksów w Polsce (chyba drugi po Dziwnych Tabletkach), który byłby
publikowany w takiej formie jak zwykle robi się to na zachodzie - czyli
z przyciskami "następna strona", "wcześniejsza strona", uporządkowanym
archiwum itd. Nie są to oczywiście najważniejsze rzeczy, ale daje to
pewien obraz tamtych czasów jeśli chodzi o netkomiksy Polskie. Ponadto
wtedy nikt nie aktualizował naprawdę regularnie, nawet nikt chyba nie
myślał o tym, że tak można. Półświatek był wtedy jeszcze
ćwierćświatkiem. Z jednej strony zaczynając komiks można było poczuć
się jak ktoś kto wprowadza do naszego kraju coś w miarę nowego, a z
drugiej strony nie było jeszcze za bardzo ludzi, którzy mogliby nowego
twórcę olinkować czy zareklamować.Jesteś chyba jedynym polskim komiksiarzem, który postanowił robić komiks dwujęzyczny. Skąd ten pomysł? Chodziło o powiększenie grona potencjalnych czytelników. Jak już mówiłem Polskich komiksów w sieci było niewiele gdy zaczynałem, więc i czytelników trudno było znaleźć. Tymczasem światek webcomic'ów na zachodzie był od jakiegoś czasu w rozkwicie, więc czytelnik anglojęzyczny wydawał się być w zasięgu ręki i to w dużych ilościach. Chociaż przyznam się, że wtedy tak tego chyba nie analizowałem - po prostu chciałem, żeby więcej osób mogło przeczytać mój komiks i wydawało mi się, iż jestem w stanie zrobić go także po angielsku. Dzisiaj jak patrzę na swoje tłumaczenia z tamtego czasu to opadają mi ręce, ale od czegoś trzeba było zacząć. A skąd sam pomysł? Nie wiem, po prostu się pojawił. Chciałem pokazywać swój komiks zagranicą, ale też nie chciałem pomijać własnego języka. Przy okazji dodam, że nie jestem już dzisiaj jedynym komiksiarzem z Polski, który umieszcza w Internecie komiks dwujęzyczny. Oto przykład - Detalitum (http://detalitum.comicgenesis.com/). Skoro więc masz możliwość porównania, to skąd więcej miałeś czytelników? Z Polski czy zachodu? Czy może to trudno porównywać, po prostu liczba użytkowników sieci jest tam większa? Porównywać myślę, że za bardzo nie można, bo tam jest większa konkurencja, a tutaj mniej potencjalnych czytelników, więc warunki są inne. Przez długi czas miałem więcej czytelników z Polski, potem proporcje zaczęły się zmieniać. Około 90% moich czytelników pochodzi albo z Polski albo z USA (w końcu tam światek komiksów sieciowych jest największy). Przez długi czas była podobna liczba czytelników z obydwu tych krajów, ale ostatnio jest zdecydowana przewaga czytelników ze Stanów. Poza tym czytają moje komiksy jeszcze ludzie z adresów Unii Europejskiej (z domen .eu), Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii oraz Australii. Lista krajów jest długa, ale najwięcej czytelników odwiedza z tych wymienionych krajów. Mogę się mylić, ale odnoszę wrażenie, że ciężko mi będzie znaleźć więcej czytelników w Polsce. Po prostu sam światek jest tu nadal dość mały i prawie każdy kto mógłby być zainteresowany tym co rysuję już to widział, a Tanatos jest jednak dość niszowym produktem jeśli chodzi o komiksy sieciowe i nie jest mu łatwo znaleźć odpowiedniego odbiorcę w grupie ludzi, którzy są przyzwyczajeni do czegoś innego gdy przeglądają netkomiksy. Chyba dlatego w tej chwili najbardziej powiększa się liczba czytelników zagranicznych, bo tam jest tych potencjalnych bardzo wielu. No właśnie, w Polsce jesteś w sumie, na razie hehe, poza głównym grajdołkiem komiksiarzy internetowych. A jak się odnalazłeś w angielskojęzycznej części internetu? Wydaje mi się, że całkiem nieźle. Przede wszystkim Amerykanie, Kanadyjczycy czy Australijczycy (bo o tych trzech krajach głównie mowa, Brytyjczyków wielu nie znam niestety) mają nieco inną mentalność niż Polacy. Są bardziej otwarci i przyjaźni, a poza tym nie mają pewnej denerwującej, typowo Polskiej, maniery, która polega na ocenianiu wszystkiego negatywnie i podchodzenia do każdej nowo poznanej rzeczy z przesadnym sceptycyzmem. Może nie brzmi to zbyt przyjemnie, ale tak wynika z moich doświadczeń. Możliwe, że bywałem na niewłaściwych forach i nie widziałem rzeczy, które pokazałyby mi inny obraz sprawy. Poza tym główny grajdołek komiksiarzy internetowych w Polsce jest mi faktycznie mało znany, więc też może się on znacząco różnić od tego co opisuję Przede wszystkim jednak wielkość tamtejszego światka komiksów sieciowych sprawiła, iż mogłem wyłowić twórców, którym podobają się komiksy w stylu podobnym do tego co ja lubię, a co za tym idzie łatwiej było mi znaleźć z nimi wspólny język. Nie mówiąc o tym, że cały czas brakuje w Polskim Internecie miejsc, w których można by było spotkać wielu twórców na raz. Najprościej mówiąc - szukającemu łatwiej jest znaleźć takich świrów jak on sam (śmiech). W każdym razie udało mi się nawiązać pozytywny kontakt z twórcami wielu zagranicznych komiksów sieciowych, szczególnie tymi, których dzieła szczególnie przypadły mi do gustu. Jednym z nowszych objawów mojego bycia widocznym w anglojęzycznej części Internetu jest Guerilla-Press (http://guerilla-press.com). Jest to kolektyw twórców komiksowych, który powstał stosunkowo niedawno, ale zostałem do niego zaproszony przez jednego z założycieli, Kenzie'ego (twórca komiksu Mozhaets; http://www.mozhaets.eyeskream.com), jeszcze w czasach kiedy pomysł na kolektyw dopiero się formował, czyli jakieś pół roku przed powstaniem GP. W samym kolektywie siedzi już kilka osób robiących całkiem fajne komiksy, więc jest z kim pogadać, zapytać o radę czy wymienić doświadczenia. I z kim popracować, bo poza łączoną promocją naszych komiksów siedzimy też nad różnymi wspólnymi projektami, od wspólnych tapet na pulpit poczynając, a na bardzo tajnym (więc cicho sza) pomyśle na wspólny, drukowany album komiksowy kończąc. Ale ten ostatni jest akurat w zbyt wczesnym stadium planowania, abym mógł o nim powiedzieć coś więcej. Jeśli już przełamie się barierę językową (co nie jest akurat takie łatwe, bo trzeba rozumieć wiele potocznych zwrotów, aby się swobodnie komunikować, a te najłatwiej poznać przebywając na zagranicznych forach) i zaakceptuje to, iż tamci ludzie myślą i żyją nieco inaczej niż my, a przy tym nie będzie się robiło z siebie buca to dość łatwo jest odnaleźć się w anglojęzycznej części Internetu. Ja w każdym razie odnajduję się tam teraz równie dobrze jak Polskiej części, a może nawet lepiej. A tak od strony praktycznej, czego najbardziej użytecznego nauczyłeś się po "zachodniej stronie" internetu? Trudno mi w sumie na to odpowiedzieć. Na pewno bardzo poprawiłem swój angielski, ale raczej nie o to pytasz. Na zachodzie komiksów jest bardzo dużo, więc można przyjrzeć się wielu sposobom prowadzenia webcomic’ów. Począwszy od design’ów stron, poprzez styl pisania niusów czy sam sposób robienia komiksu, a na metodach promowania swojej pracy kończąc. Komiksy sieciowe są robione na zachodzie już od wielu lat i powstały nawet pewne standardy ich prezentacji, których oczywiście nie trzeba się trzymać, ale korzystanie z nich sprawia, iż nowy czytelnik może poczuć się na nowo poznanej stronie jak w domu. Ale tak naprawdę o prowadzeniu komiksu człowiek uczy się wszystkiego sam i nie da się tego przeskoczyć. Jak ma się znajomych z doświadczeniem to można zawsze się zapytać o to czy owo i pomogą, a po “zachodniej stronie” łatwiej takowych znaleźć na pewno. Jest jedna ważna opinia, którą słyszałem od wielu zachodnich twórców i moje doświadczenie ją potwierdza. Jeśli masz robić komiks sieciowy to musisz pamiętać, aby naprawdę czuć to co robić i robić to po swojemu. Jeżeli chcesz kopiować jakiś komiks, bo jest on popularny to daj sobie spokój. Masz ochotę zrobić drugie VGcats? Daruj sobie. Wystarczy jedno. Jeśli masz zamiar robić humorystyczny gamer comic tylko dlatego, że ktoś to robi i odnosi sukces, a nie jesteś nawet za bardzo graczem to poszukaj innego zajęcia. Poza tym jeśli robisz komiks to musi być to taki komiks, który chciałoby Ci się czytać. Robienie komiksów trzeba lubić. Jeśli chcesz rysować komiksy dla pieniędzy lub sławy to od razu zacznij szukać innego zajęcia. Na komiksach sieciowych ciężko jest zyskać sławę, a jeszcze trudniej zarobić. Jeśli jednak lubisz robić komiksy i zajmujesz się tym właśnie dlatego, bo chcesz zrobić coś fajnego i pokazywać to innym to komiksy sieciowe są dla Ciebie. Może to brzmi jak banały, ale wiele osób o tym zapomina i potem Internet zalany jest różnego rodzaju miernotami, które ktoś spłodził w gorączce złudnej sławy lub też bogactwa. Powiedz, nie myślałeś kiedyś, żeby rzucić wszsytko w cholerę i zająć się prowadzeniem komiksu na serio? Wiesz, codzienne aktualizacje, baner, koszulki, gadżety. Sprawić by hobby stało się sposobem na życie? W internecie jest to chyba łatwiejsze niż na papierze. Zwłaszcza w Twojej sytuacji gdy już prowadzisz angielski komiks. Żartujesz? Zarabianie na komiksie sieciowym jest cholernie trudne. Trzeba mieć ogromne ilości czytelników (przynajmniej setki tysięcy odwiedzających dziennie) i to jeszcze takich, którzy będą gotowi wydawać pieniądze na to co im będziesz oferować. Przy tym absolutnie nie ma recepty na popularność co łatwo zauważyć przeglądając popularne i niepopularne komiksy - daje się znaleźć pary komiksów o podobnej stylistyce, tematyce i jakości, które różnią się znacząco popularnością i nie wiadomo nawet dlaczego. Trzeba celować w konkretnego czytelnika, który istnieje w bardzo dużych ilościach, a do tego tworzony produkt musi się faktycznie docelowej grupie czytelników spodobać. Przykładowo samo robienie komiksu dla graczy nie gwarantuje sukcesu, a przecież graczy jest masa, szczególnie w światku netkomiksów. Wcale nie byłbym taki pewny tego czy łatwiej jest żyć z komiksu internetowego niż z papierowego. Internetowy jest łatwiej opublikować, ale jeśli już się publikuje to chyba prędzej zarobi się na papierowym. To tylko wydaje się łatwe jak patrzy się na tych internetowych komiksiarzy, którym się udało. Poza tym nie mam pojęcia jak ma się sprawa z zachodnimi komiksami, które publikowane są na zasadzie abonamentu, gdzie sam komiks nie jest darmowy z założenia, za jego czytanie płaci się jakieś pieniądze, zwykle drobne, ale jednak. Nie orientuję się na ile da się na tym zarobić na życie, lecz chciałem zwrócić uwagę, że takie zjawisko na zachodzie istnieje i wcale nie jest takie małe jakby się mogło zdawać. W moim przypadku nie widzę za dużych szans na życie z komiksu, może kiedyś udać się co najwyżej dorobić. Przede wszystkim Tanatos jest zbyt niszowy i nawet jeśli podoba się docelowemu czytelnikowi to ten występuje w zbyt małych ilościach. Do tego Tanatos ma zbyt złożoną kreskę, aby dało się go aktualizować 5 czy 7 razy w tygodniu, a częste aktualizacje, jak sam zauważyłeś, są jednym z ważniejszych czynników wpływających na popularność. Nawet przy rysowaniu po osiem godzin dziennie bym tego nie udźwignął, nie mówiąc o tym, że bym się raczej wypalił wykonując tak trudną w sumie pracę przez tyle godzin dziennie, a przecież to ma być robota, którą wykonuje się z przyjemnością. Poza tym sądzę, że w ogóle nie powinno się zaczynać komiksu sieciowego z myślą o zarobkach. W 99,9% przypadków pieniędzy z tego nie będzie. Podejrzewam, że każdy kto zaczął komiks sieciowy i teraz z tego żyje (zjawisko tylko pozornie powszechne na zachodzie, należałoby porównać ilość zarabiających do tych nie zarabiających) zaczynał bez planów na zarobek. Po prostu jeśli popularność wzrośnie do pewnego poziomu wyciąganie pieniędzy od czytelników samo z siebie staje się możliwe. Mogę na Twoje pytanie odpowiedzieć tak: póki co nie myślałem poważnie o życiu z komiksów, bo moje komiksy nie są dość popularne. Jeśli zaś kiedyś ich popularność stanie się tak duża, iż moją stronę odwiedzać będzie kilkaset tysięcy osób dziennie to wcale nie będę myślał o życiu z komiksów. Wtedy po prostu zacznę żyć z komiksów (śmiech). A sądzisz może czy istnieje w komiksie internetowym jakaś wyraźna granica pomiędzy komiksem, nazwijmy to umownie, mainstreamowym i undergroundowym? Umownym, bo niejako internet daje równe szanse dostępu wszędzie. Bo mówisz, że Tanatos jest komiksem niszowym, może jest niszowym tylko dlatego, że mało ludzi o nim wie? Trudno tu zdefiniować mainstream i underground. Można powiedzieć, że są różne grupy czytelników, które lubią różne typy komiksów i pewne grupy są większe od innych. Niszowość Tanatosa w moim odczuciu polega na tym, że grupa potencjalnych czytelników jest mniejsza niż na przykład gamer comic'ów czy roommate comic'ów (komiksów o żyjących razem przyjaciołach). Może z odpowiednią reklamą udałoby mi się zdobyć całkiem poważne grono czytelników - powiedzmy parę tysięcy czy nawet, puszczając wodze fantazji, dziesiątków tysięcy. Niemniej jest to liczba o wiele mniejsza niż taka jaką może potencjalnie zdobyć naprawdę dobry komiks dla graczy (cyferki stojące za takimi olbrzymami jak Penny Arcade czy PvP są doprawdy porażające). Myślę, że wynika to z tego jakie gusta mają czytelnicy komiksów sieciowych, bo jednak różnią się one mocno od gust czytelników komiksów papierowych. Mogłoby się wydawać, że tak czy siak mamy do czynienia z komiksami, więc te grupy powinny się mniej więcej pokrywać, ale tak naprawdę ile jest osób czytających regularnie komiksy sieciowe i papierowe? Wydaje mi się, że niewiele. Dominującym rodzajem komiksu sieciowego jest pasek komiksowy. Czy ma formę paska czy strony to drugorzędna sprawa, bo tak naprawdę każdy odcinek zasadza się na pokazaniu jakiegoś żartu, a przynajmniej jest mniej lub bardziej zamkniętą całością, posiadającą początek i koniec. Poza tym większość komiksów sieciowych opiera się na humorze, a przecież trudno powiedzieć, że komiks papierowy jest zdominowany przez produkcje humorystyczne. Nie znaczy to oczywiście, że humorystyczny komiks o mieszkających razem kolesiach, którzy przesiadują na kanapie z padami od PS2 jest skazany na sukces. Wręcz przeciwnie, bo takich komiksów jest za dużo, a większość z nich zbyt wysokiego poziomu nie prezentuje. Mimo to najpopularniejsze komiksy w sieci, te które naprawdę stały się maszynkami do robienia pieniędzy, w większości należą do opisanych powyżej kategorii. Gusta populacji czytelników dość mocno kształtują popularność poszczególnych komiksów. Tanatos tymczasem jest komiksem bardziej w stylu pewnych komiksów papierowych, a czytelnicy tego typu komiksów drukowanych nie szukają zwykle tego rodzaju rzeczy w sieci, bo nie spodziewają się nawet, że można je tam znaleźć. Stąd określam go jako niszowy, bo mój czytelnik nie jest typowym czytelnikiem komiksów internetowych. Oczywiście jeśli kiedyś bardzo poważnie skoczy Tanatosowi popularność i okaże się, iż jego niszowość sobie wydumałem to będzie mi bardzo miło. Niemniej na popularność już teraz tak bardzo nie narzekam, bo jest pewna grupa stałych czytelników, którzy doceniają moją robotę. Mimo to zastanawiam się jakby się tu popromować, a masz rację, że jeszcze mało ludzi wie o Tanatosie, więc jest o czym myśleć. Może kiedyś rzeczywistość odmieni mój pogląd na niszowość Tanatosa. A wracając jeszcze do mainstreamu i undergroundu - jeśli nawet można takie coś wyznaczyć w komiksie sieciowym to te pojęcia nie pokrywają się ani trochę z mainstreamem i undergroundem w komiksie papierowym. Twory, które na papierze będą undergroundem w Internecie mogą okazać się bardzo popularnym mainstreamem. Ale ja tu sobie tak teoretyzuję, a prawda jest taka, że niezbadane są wyroki Internetu (śmiech). Myślisz, że istnieje w komiksie internetowym pojęcie komercjalizacji czy „sprzedania się”? Przekroczenie jakiejś linii po której nawet najwierniejsi czytelnicy zaczynają obrzucać swój ulubiony komiks błotem? Wydaje mi się, że tylko dzieciaki, które nie musiały nigdy zarabiać na życie i mają przeidealizowany obraz świata używają określeń typu "sprzedać się". Myślę, że pewni ludzie ogólnie uważają, że na sztuce takiej czy innej nie powinno się zarabiać pieniędzy, więc pewno i w przypadku komiksów mogą pojawić się okrzyki potępienia, ale takie podejście jest moim zdaniem nieco śmieszne. Jeżeli ktoś robi coś dobrze, a ludzie są skłonni dać za to pieniądze to czemu niby twórca nie miałby coś z tego mieć? Jeśli ludzie chcą kupować koszulki z postaciami z Twojego komiksu to czemu miałbyś ich nie sprzedawać? Jeśli zapłacą za tapetę na pulpit czy coś podobnego to co w tym złego? Chcą kupić wydrukowany komiks? Świetnie, to ich pieniądze. Jest jednak kilka przypadków, w których komercjalizacja staje się problemem. Przede wszystkim wtedy kiedy wizja twórcy jest zniekształcana lub zmieniana po to, aby zarobić na komiksie więcej. Nie sądzę jednak, żeby w komiksach sieciowych takie coś w ogóle mogło wystąpić, nie da się na tym zarobić porządnych pieniędzy, a nawet jeśli takie zjawisko występuje to dość trudno jest to zauważyć. Przecież nikt poza twórcą nie wie jaka była oryginalna wizja. Spotkałem się jeszcze z czymś co można określić jako wyciąganie pieniędzy. Polega to na przykład na tym, że twórca wydaje w druku komiks, a potem gada o jakichś limitowanych edycjach, które różnią się od normalnych tylko ceną i tym, że są przez twórcę podpisane. Oczywiście można kupić normalną wersję, ale za parę złotych więcej będzie z sygnaturką. Jest to nie tyle szkodliwe co zwyczajnie niesmaczne. Nie mam nic przeciwko robieniu komiksów dla pieniędzy, ale są pewne sposoby wyciągania ich od ludzi, które nie wyglądają za dobrze. Dosyć nieprzyjemnym chwytem jest przeskoczenie z robienia darmowego komiksu na subskrybowany, czyli taki, za który trzeba płacić, aby go czytać. To o tyle wredna zagrywka, że najpierw przyzwyczajamy czytelnika do komiksu, a potem nagle zmuszamy go do płacenia jeśli chce poznać dalszy ciąg fabuły. Niemniej nie spotkałem się jeszcze z czymś takim w światku netkomiksów, więc jest to tylko sytuacja hipotetyczna. Ostatecznie jednak dla mnie samo pojęcie "sprzedawania się" jest nieco śmieszne i chyba używane przez ludzi, którzy są nieco oderwani od rzeczywistości. Póki co nie zarobiłem grosza na swoim komiksie, a trochę pieniędzy już w niego wpakowałem, więc jeśli nadarzy się okazja i ludzie będą skłonni kupić jakieś koszulki albo komiks w druku to wcale nie będę miał wydumanych "oporów moralnych" przed tym, aby po te pieniądze sięgnąć. W końcu co w tym złego? Ludzie sami te pieniądze wydają, nikt ich nie zmusza do tego, aby kupowali gadżety, papierowe wersje komiksu czy inne towary. Tak pytam się o tą granicę pomiędzy mainstreamem a undergroundem, bo często jest ona utożsamiana z podziałem na czystą rozrywkę a ambitną sztukę. Jak Ty podchodzisz do swojego komiksu internetowego? Tworzysz go aby dać ludziom mniej lub bardziej poważną rozrywkę, czy też może to jakiś sposób artystycznego wyrażenia siebie? Nie lubię takich podziałów prawdę mówiąc. Sugerują one, że prawdziwa sztuka nie może być rozrywką co potem sprawia, iż artyści produkują rzeczy, z którymi obcowanie jest bardziej udręką niż rozrywką czy chociażby jakimś poruszającym przeżyciem. Nie przepadam też za określeniami typu "sztuka przez duże S" i tym podobne. Zresztą należę do osób, które za naprawdę porządny kawałek sztuki uważają choreografię w filmach z Jackie Chanem, a wiem jak większość ludzi patrzy na takie filmy, więc możesz się domyślać, iż ogólnie nie przepadam za takimi kategoriami. Powiem tak. Po prostu lubię opowiadać historie, a komiks wydaje mi się bardzo wdzięcznym i ciekawym sposobem opowiadania. Fajnie jest snuć opowieść i mieć słuchaczy, którzy będą z zaciekawieniem tą opowieść pochłaniać i myślę, że to jest główny powód tego, iż tworzę Tanatosa. Na pewno staram się, żeby komiks miał jakieś walory artystyczne, ale wszystko jest w podporządkowane opowiadaniu pewnej historii i liczy się tylko to, aby sposób opowiadania pasował do tej opowieści oraz aby ją możliwie najlepiej i najefektowniej przekazywał. Dlatego sądzę, że w tych dwóch kategoriach, które wymieniłeś, bliżej jestem dostarczania rozrywki niż artystycznego wyrażania się chociaż w jakiś tam sposób obydwa te cele realizuję. A poza tym każdy twórca pragnie, aby jego dzieła dały mu sławę oraz uznanie, a i pieniędzmi nie pogardzi. Jeśli któryś artysta twierdzi inaczej to jest zwyczajnym kłamcą (śmiech). Przy tak długim okresie prowadzenia komiksu wpada się w pewien rytm, życie toczy się od aktualizacji do aktualizacji, co chwila sprawdza się co też czytelnicy napisali nowego na forum, jak Ty się w tym odnajdujesz? Wyobrażasz sobie życia bez prowadzenia komiksu internetowego? Nie prowadzę go jeszcze aż tak długo, żeby zapomnieć jak było przed prowadzeniem, a poza tym miałem jakieś pół roku przerwy po zakończeniu Flovi, a przed rozpoczęciem Tanatosa i jeszcze sobie wyobrażam życie bez prowadzenia komiksu. Ale prowadzenie komiksu faktycznie wciąga. Tak naprawdę to ciężka robota, a kiedy już się zdecydowałem na regularne aktualizacje to staram się tego trzymać chociaż czasem naprawdę chciałoby się odłożyć rysowanie na później. Oczywiście można tę ciężką robotę wykonywać tylko wtedy, gdy daje satysfakcję, a mnie daje. Poza tym faktycznie ciężko jest przestać, bo jak się już raz zacznie to chce się to kontynuować. Masz zupełną rację, życie faktycznie toczy się od aktualizacji do aktualizacji. Czasem bywa to męczące, ale lubię to i jakoś się w tym odnajduje. Zresztą są okresy o różnej intensywności. Czasem jestem tak zajęty różnymi sprawami, które dotyczą tzw. życia codziennego, że prawie w ogóle nie myślę o komiksie, sporadycznie zaglądam na forum i tylko codziennie sprawdzam czy strona działa poprawnie. No i oczywiście rysuję, ale tak jakby przy okazji, bo zbliża się czas aktualizacji. A kiedy życie się nieco stabilizuje to mogę myśleć więcej o moich komiksach, kombinuję jakby je rozreklamować albo zastanawiam się co by tu nowego wymyślić. Zresztą generalnie należę do ludzi, którzy co chwila mają jakieś nowe pomysły na to czy owo, a brakuje czasu, aby wszystko realizować, więc trzeba wybierać, a czasem odrzucać i odpychać od siebie to co mi się w głowie roi. W tym momencie mam pomysły na przynajmniej kilka komiksów, ale zupełnie nie ma kiedy się za nie wziąć, więc czekam na chwilę, gdy będę mógł nad tym popracować albo będę w stanie znaleźć odpowiednio dobrego i zdyscyplinowanego rysownika, który chciałby współpracować ze mną jako scenarzystą komiksowym. Cofnijmy się w takim razie wstecz. Co Ciebie skłoniło aby ruszyć z własnym komiksem internetowym? Oczywiście wizja sławy, szybkiej kasy i łatwych panienek (śmiech). Żart oczywiście. Ehem, mam nadzieję, że nie czytają tego dzieciaki. Na poważnie to sam dokładnie nie pamiętam. Jeśli chodzi o Bumelanta to chyba po prostu podobały mi się w tamtym okresie zagraniczne komiksy sieciowe i zapragnąłem robić coś podobnego. Wtedy nie bardzo wiedziałem na co się porywam ani nie miałem pojęcia jak źle się za to zabieram, ale od czegoś zacząć musiałem. Kupiłem sobie tablet i miesiąc później Bumelant wystartował. Nie pamiętam już dokładnie jakie były wtedy moje motywy. Chyba chciałem po prostu robić coś co robili inni i co mi się podobało. Z Tanatosem było inaczej. Wiedziałem na czym polega prowadzenie komiksu sieciowego, a i miałem poczucie, iż mogę zrobić coś lepszego, coś co się spodoba. Chciałem opowiedzieć ciekawą, w moim odczuciu, historię, którą miałem w głowie i sądziłem, iż mam już pewne umiejętności, które mogę do tego wykorzystać. Chodziło chyba o chęć pokazania czegoś własnego szerszemu gronu czytelników. Może o jakąś formę zaistnienia w świadomości pewnej, nawet jeśli niewielkiej, grupy ludzi. Pewno też częściowo o chęć sprawdzenia się w robieniu powieści graficznych. Trudno to do końca określić, ale chyba każdy twórca, który chce publikować swoje dzieła ma tego typu motywy. Były jakieś momenty zwątpienia? Za czasów Bumelanta było ich sporo. Z tym, że zwątpiłem wtedy nie tyle w samo robienie komiksów co z zasadność dalszego robienia Bumelanta co zresztą doprowadziło do jego zakończenia. Zwątpienie wynikało głównie z niskiej popularności komiksu. Chociaż chyba też uświadomiłem sobie, że ten komiks jest niezbyt dobry i robienie go dalej do niczego nie prowadzi. Później okazało się oczywiście, że było jednak trochę czytelników, którzy wyrazili swoje niezadowolenie z zakończenia Bumelanta, ale dzisiaj wiem, że to była dobra decyzja. Pozwoliła mi ona pójść dalej i zrobić coś lepszego. Dzisiaj jeśli pojawiają się momenty zwątpienia to wynikają raczej z poczucia, iż robienie komiksów zajmuje mi całkiem sporo czasu i czasem mam wrażenie, że wcale nie mam go aż tyle, aby je robić. Jednak mimo tego, że czasem muszę żyć w nieco szybszym tempie i nie mam czasu na pewne rzeczy jeśli chcę zrobić komiks na czas, wcale nie mam ochoty zaprzestać robienia komiksów. Po prostu to lubię. A jakie masz plany na przyszłość związane z Tanatosem i swoją działalnością w komiksowym półświatku? Oczywiście myślałem, żeby przy użyciu komiksu zebrać armię fanatyków i zająć się przejmowaniem władzy nad światem, ale to zbyt ograny motyw (śmiech). Jeśli chodzi o komiksowy półświatek to chodzi mi po głowie już od dłuższego czasu pomysł na komiks dla graczy, ale coś w nieco innym stylu niż to co można znaleźć w sieci. Mam pewną ideę na to jakby można było ten gatunek (gamer comic) nieco odświeżyć i jeśli starczy mi czasu to pewno za kilka miesięcy wystartuję z tym. Robocza nazwa to Gamer9, ale nic więcej póki co nie powiem. Może wyjdzie fajne, ale to się jeszcze okaże. Myślę też, żeby może powoli zbliżyć się do Polskiego półświatka netkomiksów, bo póki co funkcjonowałem raczej poza nim. PCWK wydaje się dobrym miejscem, żeby zacząć. Z samym Tanatosem zaś nie mam związanych jakichś specjalnych planów. Będę go dalej rysował starając się, żeby był coraz lepszy, a ponadto myślę jakby go zareklamować, aby więcej osób mogło go zobaczyć. Powolutku zaczynam też myśleć o wydrukowaniu Tanatosa, ale to dopiero wtedy, gdy będę pewien, iż jest na to odpowiednio duży popyt. Staram się za dużo nie planować, bo potem różnie wychodzi. Jedno wiem na pewno - zamierzam dalej rysować. Te nieprzespane noce spędzone z piórkiem od tabletu w ręce i oczami wbitymi w monitor mogą być męczące, ale nabierają sensu wtedy, gdy okazuje się, iż czytelnicy naprawdę zagłębiają się w opowiadaną historię i nie mogą się doczekać kolejnej strony komiksu. Tomek Drabik, rocznik 1982, w sieci znany jako Quaz, urodzony w Łodzi. W przerwach pomiędzy prowadzeniem jednej z najdłużej działających stron z komiksem internetowym w polskiej części sieci zajmuje się studiowaniem psychologii i czytaniem nieco obezwładniającej ilości zagranicznych komiksów sieciowych. Ponurego obrazu dopełnia jego preferowany gatunek muzyczny jakim jest metal, oraz ulubiony kolor, niebieski. |
Mambo is Free Software released under the GNU/GPL License.

Rozmowa
była z cyklu „Stary człowiek i morze”, czyli opowieści morskiego wilka
o żegludze po bezkresnym oceanie angielskojęzycznego internetu,
profesjonalizmie, prehistorii i różnicach pomiędzy polskim a zachodnim
światkiem komiksiarzy netowych. Pytania zadawał kmh.
Pamiętam, że gdy
zaczynałem Bumelanta miałem takie odczucie, iż robię jeden z pierwszych
netkomiksów w Polsce (chyba drugi po Dziwnych Tabletkach), który byłby
publikowany w takiej formie jak zwykle robi się to na zachodzie - czyli
z przyciskami "następna strona", "wcześniejsza strona", uporządkowanym
archiwum itd. Nie są to oczywiście najważniejsze rzeczy, ale daje to
pewien obraz tamtych czasów jeśli chodzi o netkomiksy Polskie. Ponadto
wtedy nikt nie aktualizował naprawdę regularnie, nawet nikt chyba nie
myślał o tym, że tak można. Półświatek był wtedy jeszcze
ćwierćświatkiem. Z jednej strony zaczynając komiks można było poczuć
się jak ktoś kto wprowadza do naszego kraju coś w miarę nowego, a z
drugiej strony nie było jeszcze za bardzo ludzi, którzy mogliby nowego
twórcę olinkować czy zareklamować.




